GNILI ŻYWCEM W ZADYMIONYCH CHLEWACH, A WARSZAWA ODEBRAŁA IM WSZYSTKO. Szokująca zdrada, która zniszczyła miliony obywateli u progu niepodległości

Kiedy wielka polityka w stolicy bawiła się w ustrojowe przepychanki, miliony obywateli odrodzonej Rzeczypospolitej toczyły heroiczną, wręcz bydlęcą walkę o przetrwanie każdego kolejnego dnia. Mit wspaniałej, kolorowej i rozśpiewanej wsi to brutalne kłamstwo, którym karmiono kolejne pokolenia. Prawdziwe życie na południu kraju przed przewrotem majowym przypominało najgorszy koszmar, w którym ludzkie istnienia traktowano nierzadko gorzej niż inwentarz. Zamiast folklorystycznej sielanki, codziennością był niewyobrażalny głód, wszechobecny brud i choroby dziesiątkujące całe rodziny. Kiedy w maju tysiąc dziewięćset dwudziestego szóstego roku padły pierwsze strzały, a wojska Józefa Piłsudskiego ruszyły na stolicę, dla milionów ludzi w zrujnowanych chatach prowincji był to jedynie kolejny, gorzki dowód na to, że nowa władza zgotowała im iluzję wolności pozbawioną chleba.

Najpiękniejsza polska kobieta w Galicji'. Tak wyglądało życie w Polsce po  odzyskaniu niepodległości [GALERIA]

Ziemie dawnego zaboru austriackiego nie bez powodu ochrzczono ponurym mianem Golicji i głodu. Był to region pełen drastycznych sprzeczności, gdzie na jednym biegunie kwitła polityczna swoboda, polskie szkolnictwo i swoboda obradowania w parlamencie, a na drugim trwał nieludzki, systemowy dramat. Inżynier Stanisław Szczepanowski w swoich raportach obnażał przerażającą prawdę o przeludnieniu i nędzy, zrównując dramatyczną sytuację lokalnej ludności z najbiedniejszymi rejonami Azji. Ziemia, jedyna świętość i jedyne źródło przetrwania, była dzielona między synów na tak mikroskopijne skrawki, że nie dało się na nich wyżywić nawet zwierząt domowych, a co dopiero wielodzietnej rodziny. Zjawisko to, opisywane przez badacza Franciszka Bujaka, zmuszało rolników do morderczych wędrówek między porozrzucanymi po całej wsi, przypominającymi szachownicę, wąskimi paskami jałowej gleby.

Ich domostwa przypominały raczej mroczne grobowce niż miejsca do życia. Pozbawione kominów kurne chaty dusiły swoich mieszkańców gęstym, gryzącym dymem, uciekającym jedynie przez szpary w dachu. Jak opisywał w swoich wspomnieniach wójt Jan Słomka, w mroźne zimy granica między człowiekiem a zwierzęciem ulegała całkowitemu zatarciu. Aby przetrwać mrozy, do jednej małej, pozbawionej podłogi izby wprowadzano krowy, świnie i drób, które spały na glinianym klepisku tuż obok małych dzieci. Jakub Bojko, ówczesny działacz ludowy, relacjonował, że powietrze w takich lepiankach było tak gęste od odoru, że można było w nim powiesić siekierę. Dieta tych ludzi składała się niemal wyłącznie z marnej jakości ziemniaków, a na przednówku, gdy kończyły się wszelkie zapasy, tyfus zbierał makabryczne żniwo wśród pęczniejących z niedożywienia maluchów. Chleba nie widywano tam przez pół roku.

Zanim nadeszła upragniona niepodległość, przez te zrujnowane miejscowości przetoczył się walec pierwszej wojny światowej. Walki pod Limanową, dramatyczne oblężenie twierdzy Przemyśl czy krwawa rzeź pod Gorlicami zrównały z ziemią tysiące gospodarstw. Wojskowe rekwizycje ogołociły ludzi ze wszystkiego, pozostawiając za sobą wdowy, sieroty i głód potężniejszy niż kiedykolwiek. Ratunkiem była masowa ucieczka. Setki tysięcy zdesperowanych osób wyjeżdżało do pracy w Niemczech lub pakowało resztki dobytku, ryzykując podróż za ocean. Amerykańskie dolary przysyłane w listach były kroplówką podtrzymującą przy życiu całe społeczności. Ten ratunek został jednak brutalnie odcięty na początku lat dwudziestych, gdy Stany Zjednoczone drastycznie ograniczyły kwoty dla imigrantów z Europy Wschodniej, zatrzaskując zdesperowanym ludziom drzwi do normalności.

Wincenty Witos (1874-1945) | CiekawostkiHistoryczne.pl

Kiedy Polska odzyskała niepodległość, miliony obywateli dostały do rąk potężną broń. Zyskali pełne prawa wyborcze dla kobiet i mężczyzn, a ich reprezentanci zaczęli sięgać po najwyższe urzędy. Wincenty Witos, polityk wywodzący się z samych nizin społecznych w Wierzchosławicach, trzykrotnie stawał na czele rządu, a wspomniany wcześniej Jakub Bojko dotarł aż do fotela wicemarszałka Senatu. Wydawało się, że wielowiekowa krzywda dobiega końca. Mimo prężnego działania Polskiego Stronnictwa Ludowego Piast oraz bardziej radykalnego stronnictwa Wyzwolenie, frustracja na prowincji rosła. Nowa waluta traciła na wartości, a reforma rolna grzęzła w parlamentarnych sporach o ochronę własności prywatnej, pozostawiając głodujących z samymi obietnicami.

Brutalny finał tej politycznej iluzji nastąpił w maju tysiąc dziewięćset dwudziestego szóstego roku. Zbrojny przewrót i zbrojne obalenie rządu Wincentego Witosa pokazały, że nowo nabyte prawa są niewiele warte w starciu z brutalną siłą. Strzały na moście Poniatowskiego zmyły resztki nadziei na to, że odrodzone państwo zadba o najsłabszych. Przeciętny mieszkaniec wsi zrozumiał, że w stolicy może upaść rząd, mogą zmienić się decydenci, ale w jego zrujnowanej izbie nie zmieni się absolutnie nic. Karta do głosowania okazała się świstkiem papieru, którego nie dało się włożyć do garnka ani nakarmić nim umierających z głodu dzieci. Nazajutrz po przewrocie, zgnębiony człowiek po raz kolejny musiał po prostu wyjść w pole, by stoczyć z ziemią morderczą walkę o każdy kęs jedzenia.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

Recommended for You

View Archive arrow_forward