OSTATNIE DNI POKOJU: TAJNE PLANY I ZWIASTUNY WOJNY
Lato 1939 roku. Warszawa tętniła życiem, a jej mieszkańcy cieszyli się letnią aurą, oddając się codziennym sprawom, wyjazdom i spotkaniom towarzyskim. Chociaż słońce świeciło jasno, nad miastem gromadziły się ciemne chmury. Widmo nadciągającej wojny, z tygodnia na tydzień, stawało się coraz bardziej realne. Jak wyglądały te ostatnie, nerwowe tygodnie w polskiej stolicy? Czy warszawiacy przeczuwali zbliżający się koszmar? I czy miasto było gotowe na brutalne zderzenie z hitlerowską machiną wojenną? Aby zrozumieć nastroje panujące w tamtym czasie, musimy cofnąć się do jesieni 1938 roku.
To właśnie wtedy, 24 października, minister spraw zagranicznych III Rzeszy, Joachim von Ribbentrop, rzucił na stół żądania, które stały się zarzewiem konfliktu. Włączenie Wolnego Miasta Gdańska do Niemiec, budowa eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej przez polskie Pomorze oraz przystąpienie Polski do paktu antykominternowskiego. W zamian za to Niemcy oferowali mglistą przedłużenie paktu o nieagresji. Propozycje te dla polskiego rządu były absolutnie nie do przyjęcia, oznaczały bowiem faktyczną utratę suwerenności. Mimo to, rozmowy trwały, a Polska wciąż żywiła nadzieję na dyplomatyczne rozwiązanie sporu.
Początek 1939 roku przyniósł kolejne rozczarowania. Spotkanie ministra Józefa Becka z Hitlerem w Berchtesgaden odbyło się wprawdzie w pozornie przyjaznej atmosferze, ale jasnym stało się, że Berlin nie zrezygnuje ze swoich roszczeń. Upadek Czechosłowacji w połowie marca rozwiał ostatecznie złudzenia o pokojowych intencjach dyktatora. Hitler udowodnił, że jest gotów użyć siły, by zrealizować swoje plany.
21 marca Ribbentrop przestał owijać w bawełnę, stawiając polskiemu ambasadorowi twarde ultimatum. Odpowiedź Polski była równie stanowcza: odrzucenie niemieckich żądań. W obliczu rosnącego zagrożenia, gwarancje brytyjskie i francuskie, udzielone Polsce pod koniec marca, miały być gwarantem bezpieczeństwa. Zamiast uspokoić sytuację, Hitler wykorzystał je jako pretekst do zerwania paktu o nieagresji. Przemówienie Józefa Becka z 5 maja, w którym padły słynne słowa: „My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor”, dobitnie pokazało, że Polska nie ugnie się pod dyktatem.
Sytuacja dyplomatyczna stawała się coraz bardziej napięta, a w Warszawie czuć było zbliżającą się burzę. Zaczęto intensywne przygotowania, choć wciąż z wiarą w potęgę własnej armii i obietnice sojuszników. Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej (LOPP), zrzeszająca miliony członków, uświadamiała społeczeństwo o nowym, przerażającym zagrożeniu – atakach z powietrza. Szkolono w obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej, organizowano zbiórki na dozbrojenie armii. Zbierano fundusze na obronę narodową.
Miasto powoli zmieniało swoje oblicze. Władze Warszawy, z prezydentem Stefanem Starzyńskim i wiceprezydentem Julianem Kulskim na czele, podjęły zakrojone na szeroką skalę działania przygotowawcze. Przeszkolono dowódców bloków i budynków mieszkalnych. Przeprowadzono gigantyczne ćwiczenia, pozorując ataki lotnicze, używając sztucznego dymu i pozorowanych wybuchów, uświadamiając mieszkańcom grozę potencjalnych nalotów.
Wiosną pojawił się na ulicach widok nietypowy – zmasowany popyt na czarny papier. Ludzie masowo zasłaniali nim okna, przygotowując się do zaciemnienia miasta na wypadek nocnych nalotów bombowych. Rozdzielano maski gazowe, tworzono instrukcje dla mieszkańców, gromadzono zapasy żywności i paliwa. Wszystko to było widomym znakiem zbliżającej się wojny. Wywieziono z Warszawy zapasy złota Banku Polskiego. Skarbiec państwa znalazł bezpieczniejsze schronienie w twierdzach na wschodzie. Zabezpieczano też bezcenne zbiory Muzeum Narodowego. Mimo tych jawnych przygotowań, wciąż tliła się nadzieja. Warszawiacy starali się żyć normalnie. Chodzili do kawiarni, do kin, planowali wakacje. Nawet po ogłoszeniu cichej mobilizacji kartkowej w sierpniu, życie w stolicy toczyło się pozornie normalnym rytmem. Zaledwie kilka dni przed wybuchem wojny odbył się mecz piłkarski, zakończony zwycięstwem Polski nad Węgrami.
Wydarzenia z sierpnia 1939 roku, w tym tajne posiedzenie dowództwa Wehrmachtu i podpisanie paktu Ribbentrop-Mołotow, ostatecznie przypieczętowały los Polski. Choć Hitler w ostatniej chwili odłożył atak planowany na 26 sierpnia, masowe kopanie rowów przeciwlotniczych i oficjalne ogłoszenie powszechnej mobilizacji 30 sierpnia nie pozostawiały złudzeń.
Ostatnie dni sierpnia to atmosfera skrajnego napięcia. Zbierano zapasy żywności, w pośpiechu kończono szkolenia. Miasto było gotowe do obrony. Z okien zniknęło światło, zasłonięte szczelnie czarnym papierem. O zmierzchu 31 sierpnia na Warszawę zapadła złowroga ciemność. Nikt jednak nie wiedział, że to ostatnia noc pokoju. Następnego dnia, 1 września 1939 roku, o 4:45, Niemcy uderzyły. Rozpoczęła się II wojna światowa, na zawsze zmieniając losy Warszawy, Polski i całego świata. Czas beztroskich spacerów i spotkań w kawiarniach przeminął bezpowrotnie. Rozpoczynała się długa i krwawa epoka terroru, okupacji i walki o wolność, w której mieszkańcy stolicy udowodnili, jak bezcenny jest honor.