SZALONY ATAK na konwój Gestapo! Poświęcili PONAD STU LUDZI, żeby uwolnić jednego chłopaka, który i tak ZMARŁ!
W historii okupowanej Warszawy niewiele jest wydarzeń, które budzą równie wielkie emocje, co brawurowe uderzenie na niemiecki konwój więzienny w samym sercu miasta. To miała być perfekcyjna operacja, triumf polskiego podziemia nad nazistowską machiną terroru. Dziś, patrząc na bilans zysków i strat, trudno nie zadać sobie wstrząsającego pytania o to, czy heroiczny zryw młodych ludzi nie przerodził się w jedną z największych tragedii polskiej konspiracji. Spektakularny atak na zbrojne ramię okupanta zapisał się na kartach historii, ale jego prawdziwa, ociekająca krwią cena do dziś wywołuje dreszcze i zmusza do gorzkich refleksji nad sensem tamtych decyzji.

Wszystko zaczęło się od dramatycznego aresztowania, które wstrząsnęło strukturami warszawskiego podziemia. Wczesnym rankiem dwudziestego trzeciego marca do mieszkania przy Alei Niepodległości wpadło Gestapo, brutalnie wyciągając z łóżka dwudziestoletniego Jana Bytnara, szerzej znanego pod konspiracyjnym pseudonimem Rudy, oraz jego ojca. Niemiecka machina zbrodni zadziałała błyskawicznie. Chłopak trafił na Pawiak, a następnie na aleję Szucha, gdzie w pokoju numer dwieście dwadzieścia osiem rozpoczął się jego prywatny koszmar. Przesłuchiwany przez oprawców, w tym sadystycznych funkcjonariuszy Herberta Schulza i Ewalda Langego, był katowany do granic ludzkiej wytrzymałości. W tym samym czasie w podziemiach jego kamienicy Niemcy odnaleźli obciążające materiały, co przypieczętowało los młodego dowódcy. Katowany chłopak tracił siły, a czas nieubłaganie uciekał.
Reakcja jego przyjaciół była natychmiastowa i graniczyła z szaleństwem. Tadeusz Zawadzki, posługujący się pseudonimem Zośka, na wieść o tragedii przyjaciela postanowił porwać się na misję pozornie samobójczą. Wraz z dowództwem Szarych Szeregów, w tym Stanisławem Broniewskim znanym jako Orsza, rozpoczęto gorączkowe przygotowania do odbicia więźnia. To, co wydarzyło się później, przypomina scenariusz filmu akcji. Polska konspiracja dysponowała ludźmi potrafiącymi wodzić Niemców za nos w samym centrum ich dowodzenia. Zygmunt Kaczyński, pseudonim Wesoły, pod przykrywką akwizytora firmy sprzedającej słodycze swobodnie przechadzał się po korytarzach Gestapo, zbierając bezcenne informacje. To on, wykazując się żelaznymi nerwami, przekazał telefonicznie wiadomość o transporcie Rudego, stojąc w otoczeniu niemieckich oficerów. Mimo to, biurokracja polskiego podziemia i brak początkowej zgody dowództwa Armii Krajowej niemal zniweczyły cały plan, zmuszając młodych chłopców do morderczego oczekiwania na zielone światło.
Przełom nastąpił dwudziestego szóstego marca. U zbiegu ulic Bielańskiej, Długiej i Nalewek ustawiły się grupy uderzeniowe złożone z niespełna trzydziestu zdeterminowanych młodych ludzi. Kiedy o godzinie siedemnastej trzydzieści Orsza dał gwizdkiem sygnał do ataku, precyzyjny plan błyskawicznie legł w gruzach. Przypadkowa strzelanina z granatowym policjantem sprawiła, że niemiecki kierowca ciężarówki przewożącej więźniów wcisnął gaz do dechy, zamiast zwolnić na zakręcie. Samochód, obrzucony butelkami z benzyną, stanął w płomieniach, ale wciąż jechał, oddalając się od zaplanowanego miejsca zasadzki. Wywiązała się chaotyczna, niezwykle krwawa wymiana ognia. Niemiecka eskortą broniła się zaciekle i tylko desperacka, bezpośrednia szarża poprowadzona przez Zośkę zapobiegła rzezi polskich harcerzy. Z płonącej ciężarówki uwolniono dwudziestu jeden więźniów, w tym skatowanego, niezdolnego do samodzielnego poruszania się Rudego.
Odwrót z miejsca akcji zamienił się w kolejny dramat. Grupy wycofujące się w stronę Starego Miasta znalazły się pod ostrzałem. To właśnie wtedy niesamowitym heroizmem wykazał się Aleksy Dawidowski, znany jako Alek. Zraniony ciężko w brzuch, leżąc na ziemi, rzucał granatami w Niemców, torując drogę ucieczki swoim towarzyszom broni. Nawet gdy został załadowany do zarekwirowanego auta, jego celność uratowała uciekających przed pościgiem żołnierzy Wehrmachtu. Młodzi bojownicy zdołali zniknąć w wąskich uliczkach, zostawiając za sobą płonące wraki i ciała zabitych gestapowców. Na pierwszy rzut oka odniesiono spektakularne zwycięstwo. Ulica Warszawy pokazała okupantowi, że nie jest bezkarny, a mit o niemieckiej niezwyciężoności został brutalnie obalony na oczach przerażonych świadków.
Jednak to, co nastąpiło później, rzuca ponury, wręcz przerażający cień na to historyczne wydarzenie. Cena, jaką zapłacono za tę brawurę, jest szokująca. Główny cel operacji, skatowany Jan Bytnar, zmarł zaledwie cztery dni później, pokonany przez rany zadane w katowni Gestapo. Tego samego dnia odszedł bohaterski Alek. Inny uczestnik akcji, Hubert Lenk, został wkrótce schwytany i zakatowany na śmierć, a znaleziona przy nim kartka z adresami pociągnęła za sobą falę kolejnych aresztowań. Co gorsza, uwolnieni przypadkowo więźniowie, przerażeni groźbą jeszcze gorszych represji, sami zgłaszali się z powrotem na policję, skąd trafiali prosto do obozów koncentracyjnych. Ojciec Rudego zginął w obozie zagłady. Niemiecki odwet był bezlitosny, a okupant już następnego dnia rozstrzelał na dziedzińcu Pawiaka stu czterdziestu niewinnych ludzi w akcie bestialskiej zemsty. Z niespełna trzydziestu uczestników akcji wojnę przeżyło zaledwie jedenastu.
Patrząc na te wstrząsające liczby, nie sposób uciec od gorzkiej oceny. Polskie podziemie straciło genialnych, młodych dowódców i pośrednio doprowadziło do rzezi ponad stu cywilów, aby odbić człowieka, którego nie dało się już uratować. Z punktu widzenia chłodnej wojskowej logiki, był to logistyczny koszmar opłacony morzem krwi. Jednak w tym szaleństwie narodziła się legenda, która tchnęła w sterroryzowany naród nową wiarę. Udowodniono, że w imię lojalności i braterstwa Polacy są w stanie rzucić wyzwanie samej śmierci. Sprawiedliwość również dosięgła oprawców, zlikwidowanych później przez ruch oporu. Dziś, oceniając tamten marcowy dzień, musimy pochylić głowy przed niesamowitą odwagą dwudziestolatków, jednocześnie nosząc w sercach bolesną świadomość, że polski heroizm zawsze musiał być kupowany za najwyższą, często wręcz absurdalną cenę. Postawa młodych bojowników zasługuje na wieczny podziw, ale ofiary tej akcji pozostawiają nas z dramatycznym pytaniem, na które nigdy nie znajdziemy łatwej odpowiedzi.