ZAMIAST IMPERIUM DOSTALI KRAJOBRAZ KSIĘŻYCOWY! Kobiety sprzedawały srebra za ziemniaki, a żołnierze pili truciznę. SZOKUJĄCA PRAWDA o tym, jak Niemcy zapłacili za podpalenie świata.

Wiosna tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego roku obnażyła krajobraz absolutnej apokalipsy. Naród, który jeszcze niedawno marzył o tysiącletnim imperium, obudził się na zgliszczach własnej pychy. W miastach takich jak Drezno, nazywanych niegdyś Florencją nad Łabą, spadło niemal cztery tysiące ton bomb, zamieniając tętniącą życiem metropolię w upiorną, księżycową pustynię, gdzie pod gruzami spoczęło dwadzieścia pięć tysięcy ciał. Kolonia została zniszczona w siedemdziesięciu procentach, a odgruzowywanie samego centrum miało zająć całe lata. Berlin, z którego ubyło półtora miliona mieszkańców, przyjął na siebie w ostatnich czternastu dniach wojny czterdzieści tysięcy ton pocisków. Co trzeci budynek mieszkalny przestał istnieć. Brakowało rządu, najwyższych decydentów i jakiejkolwiek reprezentacji. O losie narodu, który zamordował trzydzieści pięć milionów Europejczyków, decydowali teraz alianci.

Luftangriff auf Dresden im Februar 1945 – aus drei Perspektiven - SWR Kultur

Z dnia na dzień ponad dwadzieścia milionów Niemców zostało bez dachu nad głową. To więcej niż cała ówczesna populacja Holandii, Belgii i Luksemburga razem wzięta. W samym Hamburgu koczowało pół miliona bezdomnych, a po ulicach Berlina błąkało się ponad pięćdziesiąt tysięcy sierot. W kraju zapanował totalny chaos, podsycany brakiem elektryczności, bieżącej wody i prasy. Zdziczałe z nędzy i braku kontroli tłumy dopuszczały się rzeczy niewyobrażalnych. W Hanoverze tysiące robotników przymusowych plądrowało sklepy i podpalało budynki. W Wolfsburgu setki pracowników fabryki Volkswagena włamały się do miejskiego arsenału i rozlewni wermutu, doprowadzając się do stanu kompletnego upojenia. Jeszcze mroczniejszy finał miał incydent w Hanau, gdzie setki Rosjan wypiły skradziony spirytus przemysłowy. Ponad dwudziestu z nich zmarło, a dwustu uległo częściowemu paraliżowi. Pijane grupy potrafiły nawet przejąć porzucone niemieckie działo kalibru osiemdziesiąt osiem milimetrów i bez opamiętania ostrzeliwać budynki rządowe.

Najpotężniejszym wrogiem pokonanych okazał się jednak głód i upadek moralności. Naród, który przed wojną spożywał niemal trzy tysiące kalorii dziennie, musiał przeżyć za mniej niż połowę tej dawki, a w strefie francuskiej racje spadły do głodowych dziewięciuset kalorii. W samym Berlinie w ciągu pierwszego powojennego roku z niedożywienia zmarło dwanaście tysięcy osób. Ludzie jedli oszukane wędliny, do których wstrzykiwano wodę, by sztucznie zwiększyć ich wagę. Zdesperowane elity ruszały na wieś, wymieniając rodowe srebra, dywany i obrazy za koszyk ziemniaków. Na zgliszczach rozkwitł czarny rynek, którego głównymi arteriami stały się berliński Tiergarten i Alexanderplatz. Oficjalna waluta straciła rację bytu, a prawdziwym pieniądzem stał się tytoń. Kelnerzy zbierali niedopałki, by za sto sztuk zarobić pięć dolarów, co stanowiło wówczas ogromną wartość. Zrujnowana infrastruktura sanitarna i zamknięte wodociągi zebrały kolejne mroczne żniwo w postaci epidemii czerwonki oraz błonicy, które paraliżowały resztki społeczeństwa.

Flakturm Tiergarten

Przemysł, który niegdyś napędzał machinę zniszczenia, padł ofiarą brutalnych rekwizycji. Sowieci, pod nadzorem zaufanego człowieka Stalina, Gieorgija Malenkowa, wysłali siedemdziesiąt tysięcy inżynierów i techników, by zdemontować i wywieźć na wschód osiemdziesiąt pięć procent zakładów zbrojeniowych w swojej strefie. Zachodni alianci borykali się z innym potężnym problemem. W obozach jenieckich przebywało ponad pięć milionów niemieckich żołnierzy. Zgodnie z wytycznymi z Waszyngtonu zastosowano bezlitosny prawny wybieg. Zmieniono ich status na rozbrojonych nieprzyjaciół, by obejść konwencję genewską i legalnie drastycznie zmniejszyć im racje żywnościowe. Co więcej, do pilnowania pokonanej armii Amerykanie z braku własnych ludzi rekrutowali dipisów, czyli osoby wysiedlone, w tym Polaków i Żydów. Byli więźniowie, którzy przeszli przez piekło niemieckiej okupacji, nie mieli dla swoich dawnych oprawców najmniejszej litości.

Wydawać by się mogło, że tak gigantyczna klęska doprowadzi do narodowego rachunku sumienia. Nic bardziej mylnego. Lata nazistowskiej propagandy trwale wykrzywiły mentalność ocalałych. Zamiast poczucia winy narodził się mit własnego męczeństwa. Nawet w obliczu zrujnowanych miast i widma śmierci głodowej wielu wciąż uważało Hitlera za wielkiego człowieka. W sondażach przeprowadzanych lata po kapitulacji większość niemieckich ankietowanych z rozbrajającą szczerością twierdziła, że narodowy socjalizm był w gruncie rzeczy dobrą ideą, którą jedynie źle wprowadzono w życie. Naród, który podpalił świat, narzekał na arogancję i hipokryzję okupantów. Gdy alianci wymazywali ślady po Trzeciej Rzeszy, burząc pomniki takie jak monument cesarza Wilhelma Pierwszego w Berlinie i konfiskując miliony sztuk amunicji, pokonani wciąż szeptali, że na polu bitwy wcale nie zostali zwyciężeni. Zamiast skruchy nadeszło żądanie współczucia dla sprawców największego koszmaru w dziejach ludzkości.

Disclaimer: This story is fictional and created for entertainment purposes only. Any names, characters, places, or events are fictitious or used fictitiously. No real person or organization is intended to be portrayed.

Recommended for You

View Archive arrow_forward